Wielce Szanowni Państwo. Zdaje się że wyrobiłem sobie już w Państwa oczach jakąś opinię, więc polegając na niej, i na zaufaniu które może z niej wypływać, pozwolę sobie dla odmiany od poprzednich artykułów, podjąć temat ciężki, niezręczny, i co się da wywnioskować z tych określeń: ważny. Będzie to jednocześnie temat bardzo ogólny, ale nie chciałbym by ten tekst został odebrany jako uogólniający. Bez zbędnych ceregieli przejdę więc do części właściwej, by nie nadużywać Państwa cierpliwości.
Mam taki zwyczaj, że często używam porównań. W mowie, w piśmie i ogólnie kiedy się tylko da, bo uważam je za całkiem dobry środek wyrażenia tego co się ma na myśli, w przejrzysty sposób. I tak się składa, że najczęściej motywem do którego porównuję jest muzyka, i wszystko co z niej wynika. Jednak pisząc o muzyce, muszę sobie dobrać jakąś inną materię do której można się odnieść. Niech więc nią będzie, ni mniej ni więcej: seks.
Wszystko co teraz powiem może być użyte przeciwko mnie, ale piszę to z całą odpowiedzialnością, i przyznam się każdego dnia i godziny do tych słów. Przed każdą komisją śledczą.
Seks jest przyjemny, tak się ogólnie uważa. Muzyka, generalnie też niesie przyjemność. Seks otrzymaliśmy w darze od Boga, podobnie jak umysł zdolny do tworzenia muzyki. Nie jest tajemnicą że jedno i drugie można uprawiać na wiele różnych sposobów, coraz to nowszych i wymyślniejszych, które wypierają przestarzałe, naznaczone zużyciem. Zapewne jest dla Czytelników szokujące to porównanie, jednak ostrzegam iż póki co jest to tylko wstęp. Osoby o słabszej kondycji psychicznej proszę o zachowanie ostrożności. No chyba że nie macie pamięci krótkotrwałej.
Modelowy stosunek płciowy (zauważyliście że nie ma na to jeszcze ludzkiego słownictwa?) powinien odbywać się za zgodą obu stron, a wręcz powinien wynikać z ich miłości. Przenosząc to na pole muzyki, jest sobie twórca i jest słuchacz. By wszystko przebiegało jak trzeba, słuchacz musi wyrazić zgodę na to że twórca będzie starał się na niego wpłynąć poprzez swoją muzykę. Odchodząc od tej metafory (tylko na chwilkę), znaczy to tyle, że słuchacz sam może wybrać sobie jakiej i czyjej muzyki będzie słuchał, i kiedy. A nie odwrotnie, bo wtedy będzie to po prostu gwałt.
I mamy z tym do czynienia niestety coraz częściej, kiedy to zdesperowani twórcy w sile wieku próbują za wszelką cenę wedrzeć się łzawymi, nieprzystojnymi dla ich stażu, kawałkami o miłości do umysłów słuchaczy, często z innego pokolenia. Tutaj, i w restauracjach gdzie mają tani alkohol, widać że ludzie nigdy nie umieją powiedzieć sobie dość.
Myli się ten kto myśli iż będę dalej drążył tematykę wielkiego szołbiznesu. Zejdę niżej, nawet nie macie pojęcia jak nisko.
Muzyka nie jest stworzona dla wybranych, podobnie jak seks. Owszem, potrzeba do tego trochę wprawy, ale bez przesady. Każdy może, lepiej, gorzej, ale może. A Państwo coponiektórzy muzycy, to sobie myślą że to nie dla amatorów, i że to my gramy najlepiej, to nam pieniądze przesyłać, i w ogóle jeszcze białe ręczniczki z naszywką w garderobie.
Nie twierdzę że do uprawiania muzyki nie jest potrzebna wiedza, ćwiczenie, i tak dalej. Od urodzenia się nie gra po mistrzowsku, trzeba się tego uczyć, praktykować. Ale to nie znaczy że trzeba wiedzieć wszystko o melodyce jazzu, znać wszystkie symfonie, i wszystkich kompozytorów daty urodzenia, żeby sobie pograć muzykę. Jasno mówię ? Darzę szacunkiem większość absolwentów szkół muzycznych. Ukończenie takiej szkoły to jednak nie takie hop siup, trochę się trzeba napocić. Zdobyty w wyniku tych starań dyplom potwierdza konkretne umiejętności, zdobytą wiedzę, i możność wykonywania zawodu artystycznego. Ale ilu absolwentów szkół muzycznych wytarło sobie dyplomem za przeproszeniem cośtam, i poszło do innej roboty, przyziemniej najpewniej ? A ilu z tych absolwentów to ludzie absolutnie przymuszani do nauki w takiej szkole przez wiadomo kogo ? Z innej mańki. Ilu muzyków, którzy dzisiaj rządzą polską sceną muzyczną pokończyło stosowne szkoły ?
Kilka linijek bez seksu, więc teraz dla równowagi będzie seksu ile wlezie. Tworzenie muzyki, podobnie jak seks sam w sobie to czynność przyjemna, co wcześniej już zdążyłem stwierdzić. Wprawnemu czytelnikowi sformułowanie "sam w sobie" da do zrozumienia, że nie można tak tego zjawiska traktować, tylko trzeba go przełożyć na konkretne sytuacje, zjawiska. Zatem do dzieła. Przypuśćmy że jest sobie ktoś kto tworzy muzykę, bo to lubi, daje mu to radość, itepe. Wiadomo że prędzej czy później napisaną muzykę należy puścić w jakiś obieg, mniejszy czy większy. Przez obieg mniejszy rozumiem np. grywanie piosenki lokalnie, czy to dla większego audytorium (np. sala lokalnego domu kultury) czy wręcz dla osób pojedynczych, w charakterze serenadalnym. Natomiast jako obieg duży przyjmuję rozumieć rozpowszechnianie owego tworu w radiu, telewizji, i innych mediach masowych. Wiadomo że z tym pierwszym wiąże się jedynie lokalna sława i chwała, natomiast z drugim można wiązać nie tylko popularność, a również pieniądze. Kiedy pojawia się temat pieniędzy, robi się niezręczna cisza. Tyczy się to również seksu, podobnie jak kilka poprzednich linijek. Teraz będę tą zależność tłumaczył.
Seks z jednym stałym partnerem to niewątpliwie najbezpieczniejsza jego forma, i nie niosąca ze sobą praktycznie żadnego ryzyka. No bo skoro nie ma zdrady, i w kwestii seksu jest w związku zgodność, to prawdopodobieństwo kłótni spada o jakieś 80 %. I z muzyką jest podobnie. Artysta który ma jeden upatrzony cel, i tego celu się będzie trzymał ma duże szanse na przetrwanie na rynku. Napewno dużo większe niż ten, który będzie dostosowywał się do aktualnej panującego trendu bądź mody. Trudno (zależy od człowieka) sobie wyobrazić by mężczyzna za partnerkę wybierał kobietę która ma akurat najmnodniejszy kolor włosów, i jest w zależności od czasu: puszysta, anorektyczką, fanką kuchni japońskiej, miłośniczką U2, zwolenniczką Wisły Kraków. Miłość polega (o ile nic się nie zmienia, bo ja nie nadążam) na przyjmowaniu siebie wzajemnie ze wszystkimi plusami ujemnymi i dodatnimi, tolerancji dla inności drugiej osoby.
To, o czym chce powiedzieć w tym tekście jest w zasadzie bardzo proste. Muzyka jest jak seks: ma nieść przyjemność, i nie ma różnicy w jaki sposób jest wykonywana, profesjonalny czy amatorski, należy być tolerancyjnym wobec pojmowania jej przez innych ludzi. Nie można dyskryminować jakiegoś gatunku muzycznego, tylko dlatego że się on nam nie podoba, ani żadnego artysty, bo nie ma on dyplomów odpowiednich szkół.
Są też tacy artyści, którzy nie dość że dostosowują się do gustów rynku, to jeszcze robią na boku, w czymś co z muzyką nie ma nic wspólnego, albo ma bardzo niewiele. Wkurza mnie np. kiedy jakiś artysta użycza swojego głosu bądź image'u do piosenki o niczym, bo akurat telewizja chciała taką piosenkę nagrać. Nie lubię też kiedy płyty nie są wydawane pod kątem jakości, a na ilość, byle tylko opchnąć. Prostytucja? Nie idzie znaleźć lepszego słowa. A wiadomo doskonale, że jest to niby też seks, ale jednak nie taki jak się należy. Szybki, niestaranny, pozbawiony uczucia, i nastawiony na zysk. A w przypadku strony która świadczy taką usługę, pozbawiony jakiejkolwiek przyjemności. Fajnie jest wchodzić na Mount Everest, ale jak się tam wchodzi po raz tysięczny, to już się ma dość. Z tą przyjemnością, jest to co prawda dobre słówko do prostytucji, ale do muzyki ma się nijak. Nie można powiedzieć żeby artysta który tłoczy marną jakościowo płytę na miliony nie miał z tego przyjemności. Gigantyczny przychód, szybka sława i wszelkie inne dobra, jak można się z tego nie cieszyć. Zastąpmy więc "przyjemność" "zadowoleniem z tego co się robi". Żaden chłamartysta w wywiadzie nie powie że nie lubi robić tego co robi. Ale tak naprawdę to jest on nikim innym niż nierządnik, bo sprzedaje się za pieniądze.
Mało kto, poza redaktorem naczelnym który musi to przeczytać, dotarł do tego miejsca. Zgodnie ze słowami pewnego premiera (który prosił o anonimowość) "prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczął, ale jak kończy." Tak więc będę się już zbierał ku końcowi, ale pozwolę sobie jeszcze na pare linijek podsumowania. Tym, co pragnę by Czytelnik zrozumiał po przeczytaniu tego tekstu jest zdanie: Muzyka ma nieść przyjemność.
[Od red.: Podpisuję się pod tym (elektronicznie) obiema rękami :) ]
Krzysztof Łobodziński e-mailinfo
Honorowy redaktor gitara.pl
Przedrukowywanie tekstow bez zgody i wiedzy autora jest niezgodne z prawem autorskim, a adres e-mail jest po to zeby takie rzeczy uzgadniac. Jesli decydujesz sie przedrukowywac bez mojej zgody, pamietaj zeby podac moje nazwisko oraz adres e-mail. Proponuje jednak uprzedzenie mnie - naprawde nie gryze.