Wykonawcy: Chuck Schuldiner - gitara; Shannon Hamm - gitara; Tim Aymar - wokal; Steve DiGorgio - gitara basowa; Richard Christy - instrumenty perkusyjne
Rok: 1999
Wytwórnia: Nuclear Blast Records
Płytę rozpoczyna utwór "Consumed" - już pierwsze solówki gitarowe w połączeniu z wszechobecnym basem DiGiorgio'a dają nieodmienne złudzenie że słuchamy następnej płyty Death. Jednak pojawia się wokal i... ...no właśnie - na początku nie mogłem przyzwyczaić się do tego "głosiku", lecz po kilkukrotnym przesłuchaniu całego krążka melodie, które wyśpiewuje Tim zapadły mi tak głęboko w pamięć, że nieustannie krążą w mojej głowie!
Następny utwór - "Breaking the broken" - majestatyczny początek, mocne gitary a potem... Potem wszystko najlepsze co znamy z poprzednich płyt Death - zmiany tempa, głęboko przemyślane partie gitar, basu. Słuchając tej muzyki ma się wrażenie, że każdy instrument jest tu instrumentem prowadzącym, ale tylko wszystkie razem tworzą sensowną całość.
"Expect the unexpected" - to jeden z moich faworytów. Numer bardzo dynamiczny, z bardzo melodyjnym refrenikiem, ciekawym spowolnieniem w środku i piękną solóweczką. Jeszcze nie zdążycie ochłonąć po wrażeniach tego kawałka a nadejdzie powalający "What if"! Ja wymiękam słuchając mistrzowskiej pracy basu - pełno tu pięknych slide'ów, szybkich przebiegów po gryfie... i ta perkusja!!! Gdzie się rodzą tacy instrumentaliści???
Odkąd słucham muzyki ( czyli bardzo dawno ) jestem przyzwyczajony do tego, że w większości na każdej płycie jest kilka utworów które można określić jako bardzo dobre, ale między nimi jest zawsze jakiś " gorszy". Ta płyta pokazała mi, że są zespoły, które mogą zrobić od początku do końca płytę wyśmienitą - naprawdę nie można się tu do niczego przyczepić!
Ciekawym jest fakt, że Schuldiner, znany ze swojego negatywnego stosunku do wszelkich elektronicznych "udziwnień" pozwolił wykorzystać całą masę efektów przy produkcji płyty - dzięki czemu wokal brzmi czasami nieco "kosmicznie" ("When the link becomes missing"), ale podnosi to tylko walory brzmieniowe płyty.
Co do reszty utworów - po prostu przesłuchajcie je sami. Mnie powala końcowy i jednocześnie tytułowy utwór - nieważne że ma prawie dziesięć minut - minuty te mijają bardzo szybko i nad wyraz przyjemnie.
Moim zdaniem cały album jest zbliżony stylistycznie do ostatniego krążka Death - "The Sound Of Perseverance", ale czy to źle???
Ogólna ocena płyty - najwyższa z możliwych! Po pierwsze za melodyjność, po drugie za złożoność kompozycji a kolejne "po" za wirtuozerię, niebanalność, aranżację, powalające brzmienie, pomysł na "odświeżenie" starego, dobrego metalu itd.... Niewątpliwie jest to "perełka" wybijająca się wysoko ponad przeciętność i zapewne wielu gitarzystów a także młodych zespołów wpadnie w uzasadnione kompleksy po jej przesłuchaniu, ale tę płytę po prostu trzeba mieć!!!
Z firmowym pozdrowieniem Chuck'a : LET THE METAL FLOW!!!