Nagrano w OPUS Studio 1, listopad 1992.
Biorąc do ręki płytę z wyrazem favourities w tytule mam na ogół mieszane uczucia. "Pewnie kolejne tandetne wykonanie Tanga en Skai, Alhambry, Romansu, czy tym podobnych pięknych, lecz mocno zgranych kawałków. Wydawcy płyt muszą przecież z czegoś żyć! Co ładne, to na pewno się sprzeda. Mniejsza o jakość wykonania, byle taniej zrealizować." Tak właśnie sobie myślę patrząc na kolejne Guitar favourities, czy też Greatest hits. Znudzenie? Możliwe. Choć chyba raczej dbałość o higienę odbioru muzyki. Wyznam szczerze, że gdyby nie nazwisko Artysty pewnie i ta płyta umknęłaby mojej uwadze.
Wolfgang Lendle jest bez wątpienia jednym z tych muzyków, którzy swoją grą potrafią zainteresować słuchacza. Krążek zawiera dwadzieścia dwie pozycje i tylko część z nich to znane hity (notabene wykonane całkiem ciekawie) Artysta wyraźnie większy nacisk położył na zaprezentowanie mniej znanych, aczkolwiek bez wątpienia uroczych kompozycji. I tak obok Tango en Skai R. Dyensa, Batucada I. Savio, Bossa in Re J. Morela, Serenata espanola J. Malatsa, Rumores de la caleta I. Albeniza i Danza del molinero M. de Falli (favourities), znajdziemy tu wiele, naprawdę interesujących curiosities.
Już rozpoczynająca płytę Habanera G. Bizeta to istny popis gitarowej aranżacji w stylu Liszta. Efekty sonorystyczne, wirtuozowskie pasaże (czasami wykraczające poza skalę instrumentu), tremolanda, czy przerysowane zmiany dynamiczne w ciekawy sposób naśladują brzmienie orkiestry pokazując zarazem szeroką paletę możliwości gitary. Muszę przyznać, iż Wolfgang Lendle wykazał tu wielkie wyczucie dobrego smaku, balansując umiejętnie, niczym linoskoczek, pomiędzy elementem wirtuozerskiego blichtru, a zachowaniem treści muzycznej. Osobiście nie przepadam zbytnio za opracowaniami na gitarę solo dzieł orkiestrowych.
Ilość materiału muzycznego, który częstokroć trzeba pominąć jest tak wielka, że utwory stają się kalekie, pozbawione sensu, lub też stanowią pole nierównej walki wykonawcy z instrumentem. Ferenc Liszt aranżując kompozycje orkiestrowe na fortepian, miał narzędzie o znacznie większych niż gitarowe, możliwościach harmonicznych i dynamicznych, a mimo to do dziś pianiści spierają się o sens jego poczynań. W przypadku Habanery, mamy do czynienia raczej z luźną impresją (improwizacją), a nie próbą pieczołowitego oddania oryginału, dzięki czemu słucha się jej dobrze, bez uczucia niedosytu.
Przeciwstawieniem konwencji lisz-towskiej, są trzy opracowania kończące płytę: Rumores de la caleta i Malaguena, op. 165/3 I. Albeniza oraz Danza del molinero M. de Falli. I tu także Lendle okazał się mistrzem przekładu. Oddanie niuansów muzycznych i lekkość wykonania (szczególnie w Malaguenas) sprawiają wrażenie, jakby były to kompozycje pisane oryginalnie na gitarę.
Podobnie ma się rzecz z Capriccio mało znanego austriackiego skrzypka Jakoba Donta. Ta romantyczna miniaturka brzmi niczym "11 Etiuda Regon-diego" i na pewno warta jest zainteresowania.
Po wysłuchaniu Habanery ciekaw byłem autorskiego opracowania trzech melodii, które na płycie umieszczone są pod tytułem Wolfgang Lendle - 3 humouristic arrangements: Romance dramatique, Harlekinade, Colonel's Boogie. I tu zaskoczenie! Zamiast wesołych śmiesznych nutek, jakich się spodziewałem, poważne w warstwie dźwiękowej, mocno rozchwiane tonalnie, opracowanie Romansu i melodii dziecięcej Wlazł kotek. Dlaczego właśnie taka konwencja? Czyżby przekora? Chyba tak.
Totalny kontrast do Colonel's Boogie (słynny temat z filmu Most na rzece Kwai). Ta "piosenka" rzeczywiście mnie rozweseliła. Świetna aranżacja! Fikuśna, ciekawa w brzmieniu, nadająca się idealnie na bis.
Co do potencjalnych bisów, to jest ich na płycie o wiele więcej i to mniej znanych, utrzymanych w bardzo różnorodnych klimatach. The Nail Harn Rip-Off G. Lawalla - zgrabna parodia rockowej ballady. El misachico i Boceto indigena Marii Luisy Anido - zamyślone, liryczne pieśni oparte tematycznie o folklor andyjski. Rumbowate Estudio de concierto bliżej nieznanego Clemente Arnaldo-Diaza. Ciekawe, mocno synkopowane Merengue venezolano Rodrigo Riery. Agustina Barriosa Mangore Pais de abanico i zagrane z improwizacyjnymi powtórzeniami Tango Don Perez Faire. Te miniatury, bez wątpienia, mogą zdobyć serce słuchacza.
Różnorodność klimatów i brzmień oraz zestawianie utworów (większość z nich ma pochodzenie latynoamerykańskie lub hiszpańskie) sprawiają, iż płyty słucha się bardzo dobrze. Mocną stroną całości są charakterystyczne dla stylu Wolfganga Lendle - lekkość gry i dobry dźwięk, połączone z wyrazistością artykulacyjną i dynamiczną. Przeszkadza niekiedy brzęczenie strun od strony siodełka (szczególnie w Barriosie). Ciekawe jest umieszczenie w książeczce dysku indeksu wydawców utworów utrwalonych na płycie.
Curiosities & Favourities for Guitar Wolfganga Lendle wydaje się być wizytówką ulubionych przez Artystą utworów, granych zapewne dla własnej przyjemności w chwilach wesołych, czy też smutnych, w domowym zaciszu i na imprezie u przyjaciół. Bezpośrednie zwrócenie się do słuchacza w tekście książeczki, jeszcze bardziej podkreśla osobisty, intymny charakter prezentowanej muzyki. Lendle w skórzanej kurtce i dżinsach, siedzący po turecku na zielonej trawce z gitarą u boku. Taki jest! Normalny człowiek jak ty i ja. Lubiący się bawić i cieszyć.
Curiosities & Favourities for Guitar to nie zlepek przypadkowo dobranych hiciorów, lecz jedna z odsłon kolorowej, otwartej i wrażliwej osobowości Artysty. Takiego zaproszenia nie powinno się odrzucać. Dlatego pomimo słowa favourities w tytule polecam spotkanie z muzyką Wolfganga Lendle.
Jakub Niedoborekinfo