gitara.pl
"Tribute to Jimi Hendrix" 2000 - Podsumowanie13-ta edycja Międzynarodowego Festiwalu Gitarowego w ŻorachDream Theater - koncert w KrakowieDream Theater w KrakowieGdybym miał gitarę...Gitara 2000Gitara na Festiwalu Muzycznym w ŁańcucieGitara w ŻorachGitarowe premiery w Filharmonii LubelskiejHommage a Abel CarlevaroHommage a Abel CarlevaroII Regionalne Przesłuchania Gitary klasycznej - Strzyżów 2002II Szkolny Konkurs Gitarowy - Międzyrzecz 2002III Letni Kurs Gitary Krzyżowa 2003III Lubuski Weekend GitarowyIV LUBUSKI WEEKEND GITAROWY Międzyrzecz – Pszczew 1 i 2 lipca 2005 r.IX Dni Gitarowe LiGiTaIX Międzynarodowy Nieustający Festiwal Gitarowy Lublin 2001Koncert fortepianowy w muzeumKoncert I Ogólnopolskiego Seminarium Dla Gitarzystów i Nauczycieli Gitary KlasycznejKrakowski występ Alexa GarrobéKrynica 2002Krzyżowa 2004 - Letni kurs gitaryKutna HoraMiędzynarodowy Millenijny Festiwal Gitarowy Esztergom 2001Nowe utwory z archiwum SegoviiPeter Korbel w GdańskuProtokół sprawozdawczy z IV Spotkania Metodycznego GitarzystówReaktywacja Festiwalu Gitarowego w Cieszynie?Salon Muzyczny w KoszalinieScorpions na TorwarzeSprawozdanie z I Regionalnych Warsztatów GitarowychSprawozdanie z I Regionalnych Warsztatów GitarowychTrio ArcheV Lubuski Weekend GitarowyV Lubuski Weekend Gitarowy, koncertyV Ogólnopolski konkurs komp. na g.klas.V Ogólnopolskie Warsztaty Gitarowe w GdyniXIII Międzynarodowe spotkania gitarowe Sanok 2001XIV Międzynarodowy Festiwal Gitarowy w ŻorachXV Festiwal Gitarowy w MikulovieYngwie Malmsteen w PradzeZamkowe muzykowanieZłota Międzynarodowa "Śląska Jesień Gitarowa"Śląska Jesień Gitarowa po raz jedenasty

Dream Theater - koncert w Krakowie

Nigdy nie spodziewałbym się, że Dream Theater, zespół "połamanych rytmów", może kiedykolwiek zagrać w Polsce. Myśl taka szwendała się jedynie gdzieś poza granicami zdrowego rozsądku w mojej głowie. A tu miłe zaskoczenie. Dream Theater funduje nam właśnie aż dwa koncerty w Polsce - w Bydgoszczy i Krakowie. Podejrzewam, że żaden wierny fan nie przepuścił takiej okazji. Może się to już więcej nie zdarzyć. Po Europie zespół podróżował wspólnie z kapelą Porcupine Tree. Całą trasę koncertową Metropolis 2000 rozłożono na około rok czasu.

Byłem świadkiem koncertu w Krakowie. Postaram się więc pokrótce opisać wydarzenia z tej wspaniałej nocy. Otóż koncert odbył się w hali sportowej TS Wisła, która była właściwie boiskiem do koszykówki. W oczekiwaniu na wejście do hali, rozglądałem się za znajomymi. Ze zdumieniem zauważyłem, że bardzo różni ludzie pojawili się na koncercie. Począwszy od młodzieży, przez starszych wyjadaczy, aż do starszych mężczyzn z żonami i dziećmi. Równie zróżnicowane były zainteresowania ludzi: pojawiały się koszulki różnych zespołów: Tiamat, Pink Floyd, Sepultura, Kiss, Cannibal Corpse. Po prostu różnońci. Muszę jednak przyznać, że w zdecydowanej części dominował Dream Theater. Dostrzegłem także kilka znanych twarzy: Marcin Urbaś wraz z dziewczyną oraz Jacek Hiro z zespołu Sceptic. Nie dziwiła mnie ich obecność na koncercie, dobrze wiedziałem, że lubia Dream Theater, a że miszkają właśnie w Krakowie...

W zależności od woli można było zajmować miejsca stojące na parkiecie lub też siedzące na widowni dookoła. Zdecydowana większość ludzi jednak zajęła miejsca na parkiecie. Była o wiele lepsza widoczność. Jedynym mankamentem był zaduch, który momentami był trudny do wytrzymania, tym bardziej dla osób niższych, zmuszonych wdychać przeróżne hmm... opary.

Wieczór zaczął się jowialnie od występu zespołu Porcupine Tree, który wydawał się dla mnie debiutem. Okazało się, że jest to jednak już dość znany zespół, nawet niektórzy przyjeżdżali do Krakowa specjalnie właśnie na ich koncert. Musiały to być wyjątkowo ortodoksyjne osobistości. Koncert Porcupine Tree trwał około godziny. Zaczął się z kwadransowym opóźnieniem. Nie bardzo wiedziałem, czego mam się po nich spodziewać. Na scenę wyszedł bosy wokalista z gitarą i niezgrabnie powiedział "dobry wieczór". Potem panowie z czteroosobowego zespołu zaczęli grać swoją muzykę. Dla mnie był to dość groteskowy widok. Zespół zdawał się być mieszanką Oasis, Genesis i ogólnego noise. Muzycy zupełnie nie szokowali umiejętnościami. Wyróżniał się jednak basista grający na instrumencie bezprogowym i perkusista, u którego znalazłem bardzo duże ślady stylu Portnoy'a. To właśnie oni podtrzymywali koncert na wysokim poziomie. Zespół grał utwory głównie ze swojej nowej płyty. Ich występ był dość dynamiczny, ale sądząc po reakcjach publiczności, była to tylko cisza przed burzą. W końcu zeszli ze sceny, odgrażając się, że w kwietniu wrócą do Polski.

Nastąpiła bardzo długa przerwa techniczna, pełna napięcia wśrów ludzi i nerwowego przemieszczania się w stronę sceny. Zrobiło się tak ciasno, że nie wiedziałem, czy jeszcze dotykam nogami podłogi. Wszyscy niecierpliwie czekami na Nich. Nagle rozbłysły światła i bez żadnych zbędnych wstępów zabrzmiały dźwięki "Motropolis pt.I - The Miracle and the Sleeper" . Ludzie oszaleli. Ręce w górze, wrzaski, hałas okrutny. Gdy trochę uspokoiły się migające reflektory, można było rozpoznać już twarze muzyków. John Petrucci, dokładnie przede mną, dumnie kroczył po scenie z nowiutką gitarą Ernie Ball. W dalszej części koncertu słychać było momentami, że John nie do końca poznał się na swojej nowej gitarze Ernie Ball, bo miał często kłopoty z manipulacją mostkiem. Poza tym szczerzył zęby do wszystkich, uśmiechał się i oczywiście wspaniale grał. Myung z zielonym, pięciostrunowym basem Yamaha trząsł ziemią. Najbardziej na lewo stał klawiszowiec - Jordan Rudess. Zmienił się znacząco wizerunek każdego z muzyków - to dało się zauważyć na pierwszy rzut oka. Mike Portnoy zapuścił smieszny wąsik i przypomina trochę Franka Zappę, urosły mu włosy więc nie wygląda już jak dresiarz. James LaBrie podobnie. Wszyscy jakby odmłodzeni. Dało się też wyczuć to w muzyce. Wszyscy grali bardzo energicznie i dokładnie, jakby byli u szczytu formy.

W czasie koncertu zauważyłem też peną prawidłowość: rzadko zdarzali się ludzie, którzy nie znali tekstów lub się nudzili. Każdy brał czynny udział w tym cudnym "przedstawianiu". Zarówno ze sceny, jak i publiczności emanowała energia. Widać było, że nikt nie znalazł się tu przypadkiem. To był po prostu zjazd fanów, którzy wiedzieli, czego chcieli. Przypomniały mi się mimowolnie czasy "Awake". Wtedy podobna energia emanowała z występów Dream Theater. James, w momentach kiedy nie musiał śpiewać, albo wykonywał przeróżne ewolucje statywem do mikrofonu, albo też grał na marakasach. Portnoy co chwila zwracał na siebie uwagę, raz różnymi sztuczkami na perkusji, raz zachowaniem. Pluł dokładnie wszędzie, gdzie popadło: na ludzi, na piękne Mesy Petrucciego, na ziemię i na sufit. Często podrzucał pałeczki, łapał je i grał dalej, nie mówiąc już o kręceniu pałeczką w dłoni podczas grania - należy to chyba już do klasycznych numerów. W czasie kawałków często następowała ostra wymiana pałek między Portnoyem a technicznymi, którzy tak szybko, jak mogli, odrzucali. Mike co chwila wstawał za perkusją i naganiał ludzi do klaskania, skakania, ruchu, śpiewania, rzucał często pięknymi pałeczkami w ludzi na pamiątkę, kręcił w kółko talerzami. Właściwie robił wszystko, na co miał ochotę a na dobitkę grając swoje połamańce sprwiał wrażenie człowieka cały czas w apogeum sił i energii życiowej. Dosłownie energia rozrywała go.

Nie zapisywałem kolejności utworów. Napiszę po prostu co panowie zagrali podczas koncertu krakowskiego, choć bogą być pewne przeinaczenia.

W zestawie koncertowym szczęśliwie znalazły się wszystkie moje ulubione utwory. Byłem zaiste wniobowzięty. Zaraz po "Metropolis pt. I" zaspół zagrał większość utworów (były to głównie te ostrzejsze) z płyty "Metropolis pt. II". Rzecz oczywista - nie zabrakło "Home". Potem powrót do "Awake" i usłyszałem "Voices", "Lie", "Mirror", "Erotomania". Szczególnie ten ostatni kawałek bardzo mnie ucieszył, bo rzadko jest grany na koncertach z racji swojej złożonoći. Dream Theater Pordziło sobie jednak bez najmniejszych potknięć. W międzyczasie solówka gitarowa Petrucciego, solówka Rudessa i cytaty z "Master Of Puppets" Metallicy. Cała sala po raz kolejny zwariowała. Okrzyki "Master, Master!" zagłuszały niemalże perkusję Portnoya. Następnie przyszedł czas na "Images & words", a zatem nic innego, jak "Another Day", "Learning To Live". W moim odczuciu do pełni szczęścia zabrakło "Pull Me Under" oraz solóweczki na perkusji. Nie zagrano również ani jednego utworu z albumu "Falling Into Infinity", szczerze mówiąc nie zasmuciło mnie to bardzo. Materiał na występ jest optymalnie dobrany i idealnie odzwierciedla istotę Dream Theater i dramaturgię ich muzyki.

Nagłośnienie koncertu i sprzęt, który zespół przywiózł ze sobą do Polski były znakomite. Nie było natomiast żadnego teledinu, wyświetlanych fragmentów czy laserów i sztucznych ogni. Koncert odbył się absolutnie bez fajerwerków. Zespół zagrał po prostu idealnie dokładnie. Wykonali swoją powinność i zeszli ze sceny. W tym momencie zrobiła się taka wrzawa, że musiałem zatkać uszy. Wszyscy krzyczeli, piszczeli, gwizdali, darli gardła, domagając się bisu. Dream Theater kazał długo się prosić. Oczywiście na scenę wrócili i zdarzyła się rzecz zaiste niesamowita - zagrali w całości utwór "The Change of Seasons". Tego jeszcze nie było! Ten utwór chyba znał każdy. Zgodnym chórem ludzie śpiewali unisono z melodią gitary Petrucciego, potem kolejne zwrotki tekstu.

Po zakończeniu koncertu ludzie bez ekscesów rozeszli się do somochodów, autobusów, tramwajów i pociągów. Policja, która czakała przed wejściem okazała się bezużyteczna. Nie wyobrażam sobie nawet, żeby mogło być inaczej.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że John Petrucci niczym nowym mnie nie zaskoczył ale tym samy udowodnił stwierdzenie, że jest integralną częścią Dream Theater i że bez niego zespół nie mógłby być nawet w pięćdziesięciu procentach tak wspaniały, jak jest teraz. Naprawdę, miło patrzeć na zespół, który właśnie rozwija swoje kwiaty aby w pełni zademonstrować się światu. Oby tak dalej. Koncert był niesamowitym przeżyciem. Jeszcze bardziej niesamowite jest to, że chyba już nigdy więcej w życiu nie zobaczę na oczy tylu fanów Dream Theater, co właście w ten wtorek, w który odbył się koncert.

Michał Włosik

Copyright © 2000 gitara.pl Wszelkie prawa zastrzeżone