Relacja - "okiem kibica"
W dniach 24 lipca - 2 sierpnia br. odbył się III LETNI KURS GITARY KRZYŻOWA 2003. Organizatorzy Krzysztof Pełech i Jarema Klich zaproponowali uczniom, studentom, nauczycielom, a także nie mieszczącym się w tych kategoriach wielbicielom czy choćby sympatykom muzyki uprawianej przy użyciu gitary klasycznej, bardzo szerokie spektrum zajęć prowadzonych przez osiemnaścioro wykładowców takich jak: Beata Będkowaska-Huang, Ewa Margareta Cyran, Anna Mendak, Ryszard Bałałuszko, Ernesto Chuecos, Sławomir Dolata, Zbigniew Dubiella, Peter Finger, Jarema Klich, Thomas Liauw, Otto Haizmann, Martin Myslivecek, Jakub Niedoborek, Krzysztof Pełech, Ben Salfield, Janusz Strobel, Dietmar Ungerank, Piotr Zaleski. Owo szerokie spektrum oferowanych warsztatów oraz nazwiska zaproszonych gości skłoniły mnie do wzięcia udziału (po raz pierwszy) w tej imprezie. Myślę, że to co udało mi się tam zaobserwować czego miałem możliwość doświadczyć jest wartością, którą dobrze było by podzielić się z innymi. Owocem tego przeświadczenia jest niniejsza relacja.Mając na uwadze sprawiedliwy podział dóbr osobom zainteresowanym kursem zaproponowano wybór jednego z trzech wariantów uczestnictwa:
- pakiet kibic oferujący oprócz zakwaterowania i wyżywienia możliwość obserwowania lekcji indywidualnych oraz aktywnego udziału w zajęciach grupowych,
- pakiet plus wzbogacony w stosunku do poprzedniego o trzy lekcje indywidualne uczestnika,
- pakiet maestro - bogatszy od pakietu kibic o sześć lekcji indywidualnych uczestnika.
Mnie dane było skorzystać z wariantu pierwszego i właśnie zaobserwowany okiem kibica pragnę tu przedstawić.
Pierwsze spostrzeżenie jakim chciałbym się podzielić dotyczy sposobu pojmowania przez organizatorów profilu takiej imprezy. Jak wiadomo, o skuteczności kreowanych przedsięwzięć stanowi trafność założeń inspirujących dane działanie i możliwości ich realizacji. Odnosząc tę uczoną (i nieco zalatującą stęchłą retoryką) teorię do kursów w Krzyżowej sądzę, że właśnie założenia na których oparto to spotkanie gitarzystów i nie tylko zmuszają do użycia tak znielubionego przeze mnie słowa sukces bez obawy o popełnienie nadużycia. Pomysł na kurs nie ograniczający swego meritum do doskonalenia wąsko wyspecjalizowanych wirtuozów gitary klasycznej, ale respektujący realia, w których ta gitara obecnie funkcjonuje, jest niewątpliwie odpowiedzią na wymogi jakie współczesny świat i warunki w których przyszło nam działać stawiają muzykowi, którego narzędziem jest ten wspaniały instrument.
Wydaje się być rzeczą pewną, że przynajmniej podstawowa znajomość zasad notacji używanej w jazzie i muzyce rozrywkowej, umiejętność akompaniowania, improwizowania i muzykowania kameralnego, zdolność do poruszania się na gruncie samby i bossa nowy czy wreszcie choćby szczątkowe pojęcie na temat idiomu i technik sztuki flamenco, winny charakteryzować współczesnego gitarzystę klasycznego dobrze przygotowanego do wykonywania zawodu. Jestem przekonany, że ten eklektyzm nie jest zagrożeniem, ale szansą dla artystów wykonujących klasyczny repertuar gitarowy na dotarcie do szerszego grona słuchaczy. Jest sposobem na jakże dziś trudne wychodzenie z gitarowego "getta".
Uważam, że także pozytywnym znakiem czasu, zauważalnym nie tylko na kursie w Krzyżowej jest atmosfera przyjazna dla osób niezwiązanych z gitarystyką profesjonalnie ale kochających muzykowanie z udziałem gitary, nie raz bardziej od zawodowców zagrożonych syndromem "gitarowego wyrobnika". Do tych pierwszych kieruję następującą odezwę: nie bójcie się przyjeżdżać i korzystać z lekcji! Nie musicie być gitarowymi supermanami!!! Jeśli natomiast za takich się uważacie przybywajcie również w celu odbycia wielce pożądanej, w takich przypadkach, kuracji.
Lekcji indywidualnych udzielali w tym roku wykładowcy ustalonej renomie tacy jak: Ryszard Bałałuszko czy prof. Piotr Zaleski. Uczyli także wykonawcy wieczornych pół-recitali: Thomas Liauw, Martin Myslivecek i lutnista Ben Salfield.
Do moich prywatnych odkryć należy obserwowana przeze mnie po raz pierwszy działalność pedagogiczna Ewa Margareta Cyran z HOWW z Niemczech. Ciekawe było dla mnie zarówno przesłuchiwanie się prowadzonym przez nią lekcjom, jak i uczestniczenie (co prawda bierne) w pracy ze stworzoną na miejscu, a prowadzoną wspólnie z kompozytorem Dietmarem Ungerank, orkiestrom gitarową w międzynarodowej obsadzie - w tym roku do Krzyżowej oprócz dużej grupy Polaków przyjechało kilkunastu uczestników z Niemiec oraz innych państw.
Chciałbym także zwrócić uwagę na nazwisko, również mieszkającej obecnie w Niemczech, Beaty Będkowaskiej-Huang. Jej koncert i lekcje, których byliśmy słuchaczami w Krzyżowej z pewnością zapadły w wielu sercach i umysłach.
Wreszcie sami organizatorzy Krzysztof Pełech i Jarema Klich - znani przede wszystkim z działalności koncertowej i około koncertowej, w Krzyżowej wystąpili również w roli wykładowców prowadzących lekcje indywidualne. Obserwowanie ich aktywności pedagogicznej okazało się dla mnie bardzo inspirującym doświadczeniem, które dołączam do kolekcji osobistych odkryć jakie tu opisuję.
Inspiracji szukałem też (i nie zawiodłem się) podczas spotkań z Januszem Stroblem, który starał się uzupełniać nasze "klasyczne" kompetencje o praktyczną znajomość tak fundamentalnych pojęć jak: czas w muzyce, harmonia czy forma w odniesieniu do jazzu i gatunków pokrewnych. Podobnie jak Janusz Strobel również pozostali wykładowcy prowadzący zajęcia grupowe, nie ograniczali się do obligatoryjnej godziny spotkań dziennie, ale przez niemal całą dobę przejawiali gotowość odpowiadania na zapotrzebowanie wynikające z zainteresowania ich zajęciami. Szczególną aktywnością w czerpaniu wiedzy i umiejętności odznaczali się młodzi adepci sztuki flamenco.
Oryginalną także stanowiącą znak czasu, propozycją skierowaną di uczestników kursu były prowadzone przez Otto Haizmann'a zajęcia z zakresu Taj Chi dla muzyków i Alexander technick. Cieszyły się one dużym powodzeniem, na tym jednak muszę swoją opowieść o nich zakończyć, gdyż nie kwapię się do podjęcia wyzwania, któremu stawić czoło znaczyłby relacjonować coś w czym się nie uczestniczyło.
Jeżeli ktoś na podstawie dotychczasowej lektury odniósł wrażenie, że w Krzyżowej zorganizowano tymczasowy obóz pracy, to spieszę do niego z informacją, że bardzo dobre warunki stworzone przez gospodarza spotkania - Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży umożliwiły chętnym codzienne korzystanie z siłowni oraz odbywanie zajęć sportowo-rekreacyjnych w tak zasłużonych dyscyplinach jak: piłka nożna, ping pong, bilard, szachy, spożywanie napojów chłodzących i rozgrzewających z sokiem i bez soku przez słomkę i bez jej użycia itd. itp.
Mam też coś dla tych, którzy źle się czyją kiedy "zbyt" wiele dobrego mówi się o innych. Myślę, że będące zaletą bogactwo oferty kursu stało się zarazem jego uciążliwością, bowiem zmuszało do ciągłego podejmowania nierzadko trudnych wyborów pomiędzy uczestniczeniem w różnego rodzaju działaniach. Sądzę, że najbardziej ucierpiały na tym pokazy wideo - prowadzonego przez Zbigniewa Dubiellę, dla których chyba zabrakło miejsca w początkowym grafiku. Trzeba też powiedzieć, że wielka różnorodność cechowała wieczorne koncerty zaproszonych gości. Dotyczy to zarówno prezentowanych stylów jak i artystycznego poziomu tych występów. Przypadki trudne, zrównoważyły na szczęście prezentacje uczestników. Nie mogę jednak powstrzymać się od napisania jeszcze kilku ciepłych słów na temat otwartości organizatorów, dzięki której możliwe było na miejscu testowanie gitar i systemów je nagłaśniających. W Krzyżowej swoje produkty prezentowali lutnicy: Fryderyk Firla, Bogusław Teryks i Stephan Schlemper.
Wychodząc naprzeciw innego rodzaju potrzebom zapewniono także opiekę osobom niepełnoletnim przebywającym na kursie bez rodziców czy dorosłych opiekunów. Na prośbę organizatorów sprawował ją znany na co dzień jako redaktor naczelny pisma Gitara, pedagog i gitarzysta Krzysztof Nieborak. Tą jeszcze jedną pozytywną informacją zamykam zasadniczą część mojej relacji. Jeśli czegoś istotnego nie udało mi się zauważyć, to proszę o usprawiedliwienie niedopatrzenia okolicznością, że przekazane tu przeze mnie obserwacje zostały przeprowadzone okiem kibica fizycznie niewidzącego, a z tego faktu wynika wrażenie, które zachowałem na sam koniec: niewymuszona a jednocześnie nie narzucająca się pomoc jakiej doświadczyłem w każdej sytuacji pomocy wymagającej, sprawiła, że będąc osobą niepełnosprawną mogłem spędzić dziesięć bardzo interesujących dni na III letnim kursie gitary Krzyżowa 2003, wiele korzystając i dobrze się czując. Absolutnie wszystkim, których postawiono na mojej drodze podczas tego spotkania, poprzez tę relację dziękuję za ich otwartość i życzliwość.
Remigiusz Szuman